O blogu

Pin It

Michał Szperling

To jest blog, który ma być źródłem przepisów, w którym głównym aktorem są ryby, owoce morza. Ma być też źródłem wiedzy. Ja nazywam się Michał Szperling. Jestem absolutnym fascynatem gotowania, przyrządzania ryb. Nie jest to łatwe w kraju, gdzie dostęp do ryb jest aż tak utrudniony. Ale to nie oznacza, że nie można zakochać się w rybach. Jak chcesz, to da się! Nie jestem żadnym zawodowym kucharzem, moja wiedza jest ograniczona, w pełni amatorska, ale każdego dnia coraz bardziej obszerna. Nie jestem też zawodowym pisarzem, ale nie wstydze się pisać, a za błędy stylistyczne, z góry przepraszam.

Niektórzy pytają mnie, po co ten blog, w momencie, gdy blogów jest do zwymiotowania? Racja, dzisiaj blogów kulinarnych jest za dużo, ba, dużo za dużo. Ale spokojnie, teraz jest czas na profesjonalizm, zero ściemy, walimy w gębę przeciętność, przetrwają najlepsi, sito jest bardzo gęste. I dobrze. Znamy swoją wartość.

Prywatnie ten blog ma jeszcze inne funkcje. Ma mnie mobilizować, rozwijać, zabijać wolny czas i głupie myśli, zmuszać do myślenia i kreacji. Na razie zdaje to egzamin. To, na czym mi zależy, to zainteresowanie innych tematem ryb, nawet niech to będą i dwie osoby, to misję uważać będę za wykonaną.

A teraz kilka słów o Weronice, osobie, z którą prowadzimy ten blog. Czemu ona?? Podejrzewam, że nie ma takiej drugiej dwójki osób, które mogą rozmawiać wyłącznie o sztuce kulinarnej. A my właśnie tak mamy. A w momentach jak się pokłócimy to nawet mi wypomni to, że ciągle tylko o tym. Ale jak już nerwy odejdą to znowu zaczyna o rybie w papilotach, krewetkach, jej ukochanym słodkim groszku czy łososiu w milionowej wersji śniadaniowej. To ona w tym duecie jest głosem rozsądku, jak coś głupiego wymyslę to ona sprowadzi mnie na ziemię. Ale najważniejsze jest to, że wyzwala we mnie pozytywną konkurencję, potrzebę rozwoju, oraz chęć stania się jeszcze lepszym kucharzem. A i jeszcze jest Królową wypieków, ale to opowieść z innej beczki.

visnord

Na zdjęciu mały sklep na Placu św. Katarzyny w Brukseli. Tam mieści się mój ukochany rybny bar. Dookoła tylko restauracje rybne. Zapach małży, ryb, czosnku unosi się wszędzie. Może tak wygląda raj?

 

 

 

 

 

Weronika Popardowska

Do kuchni zawsze było mi po drodze. Odpręża mnie zapach masła na patelni, uspakaja dźwięk bulgoczącej zupy. Po co komu odgłosy lasu, skoro obijające się o siebie garnki brzmią tak melodyjnie. Kiedy człowiek swoje życie zawodowe wiąże z cukiernictwem, a w dodatku wrodzony pracoholizm nie pozwala mu pracować w klasycznym wymiarze godzin można by pomyśleć, że jego kroki w czasie wolnym skierują się wszędzie, tylko nie do kuchni. W moim przypadku nic bardziej mylnego. Ja czerpię ogromną przyjemność gdy zamiast biszkoptu do piekarnika mogę włożyć kawałek świeżej ryby.

A teraz trochę o drugiej części tego duetu. To był jego pomysł, to on mnie w to wciągnął. Michał Szperling. Współautor MYFISHDAY. Spokój na twarzy to tylko pozór. Totalny kuchenny furiat, który nie raz udowodnił mi, że w kuchni „fruwać” może dosłownie wszystko. Nie jest dobrze, póki nie jest idealnie. W gruncie rzeczy jednak, ze świecą mogłabym szukać kogoś, kto stanowi tak wspólny mianownik dla moich kulinarnych gustów i upodobań. Moja prywatna skarbnica wiedzy klasyki kuchni francuskiej i belgijskiej. Mimo, iż twierdzi, że umie niewiele to na myśl o jego mulach w białym winie mam dreszcz na plecach. Chwali mnie zdecydowanie za mało i głównie w myślach, ale właśnie to motywuje mnie do tego, by spędzać w kuchni długie godziny.

 

Przepisy zawarte na blogu, są bardzo intuicyjne, mają zmuszać do myślenia. Czytelnik ma sam zdecydować jakie zioła doda, czy użyje czosnku itp Musi włączyć myślenie i wyczucie. Bo przecież to on stoi przy patelni, patrzy przez drzwiczki piekarnika na nabierającą złocistego koloru rybę, sam musi nauczyć się widzieć, i wiedzieć, że to już ten moment, że danie jest gotowe, że ryba nadaje się do podania, że smakuje tak jak ma smakować.

Złota zasada podczas przyrządzania ryby: Im mniej składników tym lepiej!! Ryba jest tak szlachetnym mięsem, że zawsze musi mieć smak przewodni!

Rybą nie są panierowane paluszki! Niech nikt Wam tego nie wmawia! To jest gówno w panierce!

Mniejsze gówno ale jednak nadal syf to wszystkie zamnkięte w pudełkach sałatki śledziowe, ryby po grecku z datą przydatności na kilka lat. Zgrozą totalną, chyba najwiekszą gotowe mieszanki przypraw, czy marynat. Zaś gotowe sosy w saszetkach won do kosza!

 

Prawa autorskie

Zdjęcia i teksty są naszego autorstwa i podlegają prawu autorskiemu. Zanim skopiujesz – zapytaj!
Pin It